Szpitale i upadek kompleksowej opieki

Specjalizacja medyczna sięga przynajmniej czasów Galen. Jednak przez większość historii medycyny granice dziedzin medycznych opierały się na takich czynnikach, jak wiek pacjenta (pediatria i geriatria), anatomiczne i fizjologiczne (okulistyka i gastroenterologia) oraz zestaw narzędzi lekarza (radiologia i chirurgia). Natomiast medycyna szpitalna jest określona przez miejsce, w którym świadczona jest opieka. To, czy takie nakreślenie jest dobrym czy złym sygnałem dla lekarzy, pacjentów, szpitali i społeczeństwa zależy od tego, jak rozumiemy interesy i aspiracje każdej z tych grup.

Model szpitalny dostarczył takich domniemanych korzyści, jak redukcja długości pobytu, kosztów hospitalizacji i wskaźników readmisji – ale te wskaźniki są zdefiniowane przez granice szpitala. To, czego jeszcze nie wiemy wystarczająco dobrze, to wpływ wzrostu medycyny szpitalnej na ogólny stan zdrowia, całkowite koszty i dobre samopoczucie pacjentów i lekarzy. Rosnąca liczba hospitalizowanych nie może sama w sobie być traktowana jako rozstrzygający dowód korzyści. Takie podwyżki mogą być napędzane przez różne perwersyjne zachęty, takie jak niskie stawki płatności za opiekę podstawową, które kładą nacisk na zmaksymalizowanie liczby pacjentów, które lekarz widzi w ciągu dnia, a zatem milczą przeciw przyjęciu dodatkowego czasu wymaganego do wizyty w szpitalu.

W rzeczywistości coraz większa zależność od hospitalizowanych wiąże się z wieloma ryzykami i kosztami dla wszystkich osób zaangażowanych w system opieki zdrowotnej – najbardziej krytycznie, dla pacjentów, którym ten system ma służyć. Wraz ze wzrostem liczby lekarzy opiekujących się pacjentem, głębokość związku między pacjentem a lekarzem ulega zmniejszeniu – zjawisko to jest szczególnie niepokojące dla tych, którzy uważają związek pacjent-lekarz za podstawę dobrej opieki medycznej.

Praktycznie mówiąc, zwiększenie liczby lekarzy zaangażowanych w opiekę nad pacjentem stwarza możliwości nieporozumienia i braku koordynacji, szczególnie przy przyjęciu i wypisaniu. Luki między lekarzami środowiskowymi a lekarzami hospitalizowanymi mogą powodować niepowodzenia w monitorowaniu wyników testów i zaleceń terapeutycznych.1 Ponadto, koncentracja opieki medycznej w szpitalach może nie odpowiadać potrzebom wielu pacjentów w celu skutecznego zapobiegania chorobom i promocji zdrowia. Prowadzone są badania mające na celu sprawdzenie, czy te pułapki można złagodzić, ale podejrzewam, że nieodłączne napięcia pozostaną zasadniczo nierozwiązywalne.

Z punktu widzenia pacjenta może to być bardzo niepokojące, aby odkryć, że lekarz, który zna Cię najlepiej, nawet nie zobaczy cię w momencie największej potrzeby – kiedy jesteś w szpitalu, w obliczu poważnej choroby lub urazu.2 Kto jest lepszy przystosowany do przestrzegania upośledzonych preferencji pacjenta lub oferowania porad w zakresie opieki na zakończenie życia: lekarza, z którym pacjent jest dobrze zaznajomiony lub którego pacjent właśnie spotkał? Relacja pacjent-lekarz opiera się w dużej mierze na zaufaniu, a poziom zaufania jest zwykle niższy wśród osób nieznajomych.

Model szpitalny niesie także ryzyko i koszty dla lekarzy. Ponieważ lekarze środowiskowi ze swojej strony rzadziej uczestniczą w opiece nad pacjentami hospitalizowanymi, ich wiedza i umiejętności w zakresie opieki szpitalnej mogą ulec zmniejszeniu i mogą odgrywać kurczącą się rolę w kształceniu szpitalnym, zarówno jako nauczyciele, jak i uczący się. Z biegiem czasu lekarzom środowiskowym coraz trudniej będzie naprawdę powiedzieć, kiedy obiecują pacjentom, aby zawsze byli przy nich – ograniczenie, które z kolei może osłabić profesjonalne spełnienie obowiązków lekarza.

Tymczasem szpitalnicy stoją w obliczu równoległego zawężenia zakresu komfortu. Jako członkowie młodego zawodu, wielu hospitalizowanych ma stosunkowo niewielkie doświadczenie z medycyną ambulatoryjną, deficyt, który jest zaostrzony przez praktykę tylko w szpitalu. Lekarze, którzy nigdy nie widzą pacjentów ambulatoryjnych, znajdują się w gorszej sytuacji w zrozumieniu życia pacjentów poza szpitalem. Z biegiem czasu, szpitalnicy mogą stać się stopniowo mniej odpowiedzialni przed niehospitalizowanymi pacjentami i ich społecznościami, ostatecznie stając się mniej skutecznymi zwolennikami kompleksowej opieki medycznej.

Szerzej, cierpi na tym zawód medycyny. Ponieważ opieka nad pacjentem staje się coraz bardziej rozdrobniona, wielu lekarzy coraz trudniej jest zapewnić prawdziwie zintegrowaną opiekę. Lekarze, których praktyki polegają na wyraźnym rozróżnieniu między leczeniem szpitalnym i ambulatoryjnym lub manifestują mentalność zmianową, częściej odpowiadają na prośby pacjentów i współpracowników, mówiąc: „Przepraszam, ale to nie jest mój opis stanowiska.” Takie modele praktyki mogą życie lekarzy jest łatwiejsze, ale mogą także zmniejszyć profesjonalne spełnienie i promować wypalenie zawodowe.

W tym samym czasie gabinet lekarski, niegdyś ważny obszar dzielenia się wiedzą i profesjonalna kolegialność, może zostać wyludniony. Wyłącznie lekarze ambulatoryjni i ambulatoryjni spotykają się coraz rzadziej, a studenci medycyny i mieszkańcy mają mniej modeli do naśladowania, którzy zapewniają kompleksową opiekę medyczną. W efekcie ściany montażowe szpitala stanowią coraz bardziej nieprzepuszczalną barierę pomiędzy członkami tego zawodu. Sam termin „hospitalist” wydaje się problematyczny. Jeśli nazywamy niektórych lekarzy szpitalami, czy powinniśmy nazywać innych „klinicystami” lub „oficerami”? 3 Podobnie, ruch w kierunku pracy zmianowej może otworzyć drzwi „matinistom” i „nokturnistom”. Używanie mylnego określenia, np. „Hospitalist” Ostra opieka lekarska może wydawać się nieszkodliwa, ale nazywanie rzeczy błędnymi imionami jest często pierwszym krokiem do zmierzenia się z nimi – szczególnie niebezpieczny stan dla zawodu stojącego przed erą wielkiego fluktuacji. Wysoki odsetek hospitalizowanych jest zatrudniony w szpitalach lub pracować tylko w jednym szpitalu, który może zmienić lojalność z dala od pacjentów i zawodu oraz w szpitalu. Niektórzy lekarze mogą zostać schwytani przez szpital, którego zachęty do zwiększania udziału w rynku i zysków nie zawsze są dobrze dostosowane do najlepszego interesu pacjentów i społeczności. Na przykład marketing szpitalny może zachęcać pacjentów do przypuszczania, że ​​ich związek ze szpitalem jest ważniejszy niż ich związek z jakimkolwiek konkretnym lekarzem.
[więcej w: wdrożenia magento, wypożyczalnia samochodów gdańsk lotnisko, bruksizm ]